Czy zwracasz uwagę na liczbę polubień pod czyimś wpisem? Kiedy podczas szkoleń rozmawiamy o metrykach i tym, co warto analizować, zawsze padają lajki… | 25 comments on LinkedIn Na drodze 4095 Newsy 4480 Niesamowite 1884 Patologia 2294 Śmieszne 6472 Sport 919 Talent 451 W pracy 3004 Wypadki 3673 Zwierzęta 5580 Najpopularniejsze filmy 1. Na początku warto uświadomić sobie, że tak naprawdę przeraża nas i blokuje nie samo zerwanie, lecz to co poczujemy w jego wyniku. Wizja spotkania z emocjami wywołanymi rozstaniem przeraża i blokuje, z kolei unikanie otwartej konfrontacji ze sobą i partnerem często doprowadza do stanu zawieszenia, który potrafi wykończyć bardziej Obuwie na obcasie wydaje im się bardzo, bardzo seksowne. Zawsze staraj się być wyprostowana. Faceci mocno zwracają na to uwagę! Ich zdaniem kobieta bardzo traci na atrakcyjności, kiedy się garbi. Gdy jesteś wyprostowana, wydajesz się wyższa i smuklejsza. Zawartość twojej torebki może zdradzić na twój temat bardzo wiele. . Sandra Kaczmarska jest doradcą żywieniowym i dietetycznym w zakresie DDP (diety dobrych produktów) oraz trenerem personalnym. Jest też cukrzyczką typu 1. W rozmowie mówi o diagnozie, chwilach załamania i o tym, że nie może liczyć na pomoc innych. Powód jest prosty. Ludzie nadal nie wiedzą, co to jest cukrzyca. – Czasem pada pytanie: Jak można pomóc? A na widok glukagonu widzę przerażenie w oczach rozmówcy. Nie wiem, czy bezpiecznie jest żyć nadzieją i liczyć, że ktoś będzie potrafił ci pomóc. Nie będę tego próbować. Zdecydowanie wolę liczyć na siebie – mówi Kaczmarska. Magdalena Bury: Jesteś młoda, masz cukrzycę. Postrzegasz swoje życie jako gorsze od swoich rówieśników? Sandra Kaczmarska: Staram się o tym tak nie myśleć. Patrząc na moich „zdrowych” rówieśników, na ich zachowania, spędzanie czasu wolnego, zainteresowania, co zamawiają w restauracjach i jakie robią zakupy, nie wiem czy można stwierdzić jednogłośnie, że moje życie jest gorsze. Przeraża mnie jednak to, jak bardzo ludzie są nieświadomi tego, co może na nich czekać. Ja czasu nie cofnę. Nie wrócę do pełnego zdrowia. Ale inni są w komfortowej sytuacji. Przy właściwym podejściu mogą je zachować przez długi czas. Cukrzyca otworzyła ci oczy? Tak – na to, co w życiu jest najważniejsze, na co zwracać uwagę, do czego dążyć i z czego się cieszyć. Jestem bardziej świadoma swojego organizmu, wiem co dobrze wpływa na moje cukry, a co wpływa na ich niekorzyść. Planuję swoje jadłospisy, treningi oraz godziny snu. Unikam sytuacji stresowych. Przebywam wśród ludzi, których cenię za pozytywne podejście do życia. Marzę i dążę do realizacji wyznaczonych celów. Jeśli coś jest dla mnie niekomfortowe, obmyślam plan co zmienić, żeby było lepiej. Ja po prostu cały czas dążę do bycia szczęśliwym człowiekiem. Sama mam cukrzycę. Dowiedziałam się o niej kilka lat temu. Płakałam. Jak było u ciebie? W dniu swoich urodzin miałam umówioną wizytę do diabetologa, żeby odebrać wyniki szczegółowych badań. Dostałam „przepiękny” prezent w postaci skierowania do natychmiastowego stawienia się w szpitalu. Wyszłam z gabinetu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Byłam sama. Rodzice byli w innym mieście. To był deszczowy, listopadowy dzień. Powstrzymywałam się od płaczu, żeby wybuchnąć dopiero w pustym mieszkaniu. Nie miałam zbyt dużo sił. O dłuższego czasu miałam wysoki poziom cukru. Emocje dusiły mnie od środka. Sandra Kaczmarska. Zdjęcie: archiwum prywatne Czyli wcześniej nie łączyłaś zmęczenia z cukrzycą? Ja też… Problem zaczął się dużo wcześniej, ale go nie zauważałam. Przez długi czas czułam się jak „Śpiąca Królewna”. Bałam się, że nie dojdę do domu i usnę na stojąco. Zasypiałam w kurtce na kanapie i budziłam się po 2-3 godzinach nieprzytomna, ledwo przebierając się do spania. Rano nie było lepiej. Ze wzmożonym pragnieniem piłam duże ilości wody, a tym samym zaczął się częstomocz. Z czasem na twarzy pojawiły się łuszczące plamy, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Trafiłam do dermatologa. Nie był w stanie określić, co to jest. Przepisał maści, które i tak nie pomagały oraz skierowanie na ogólne badania. Wyniki wskazały podwyższoną glikemię na czczo. Powtórne badanie? Wynik tak samo zły. W ten sposób trafiłam do diabetologa. Po zdiagnozowaniu, że jestem cukrzykiem typu 1, nie wiedziałam jeszcze z czym to się wiąże i co mnie czeka. Wahania w poziomach cukru na porządku dziennym… Tak, na początku były duże wahania. Jak u każdego, kto zaczyna przygodę z insuliną. Były wysokie cukry, ale były i spadki, których przeraźliwie się boję. Jeszcze nie zdarzyło mi się zemdleć. Mocno wyczuwam hipoglikemię i na szczęście do tej pory udaje mi się z niej wyjść o własnych siłach. Zazwyczaj jej przyczyn szukam w zbyt dużej porcji, w danym produkcie lub zmęczeniu, niedospaniu, sytuacji stresowej. Staram się przechytrzyć cukrzycę, ale czasem płata figle (śmiech). Dzień z dobrymi wynikami jest jak wygrana w grze. Dzisiaj jestem na prowadzeniu. Spadków cukru w tej chwili nie mam, więc mogę spać spokojnie. Jak opisałabyś stan hipoglikemii? Trzeba przeżyć ją na własnej skórze, żeby w pełni zrozumieć. Przychodzi niespodziewanie i jest normą w życiu insulinozależnego człowieka. Dla mnie odczuwalna była dopiero przy 50 mg/dl. Najszybszym testem było sprawdzenie czy drżą mi dłonie. W jednej chwili oblewała mnie fala zimnego potu, robiłam się blada, traciłam równowagę, nie potrafiłam skupić wzroku na jednym punkcie. Miałam biało przed oczami, nogi i ręce jak z waty, a w dodatku odczuwałam dreszcze jak przy wysokiej gorączce. To była chwila, moment i czułam, że zaraz stracę przytomność. Zdezorientowana chwytałam za glukometr. Nienawidziłam hipoglikemii. Nadal nienawidzę. Kiedy wszystko wracało do normy, zawsze finalizowałam sprawę płaczem. Wiecznie w tym wszystkim byłam sama. Najbardziej przerażało mnie zasypianie w pustym mieszkaniu i świadomość, że mogę się nie obudzić. Szanse na pomoc z zewnątrz były marne. Niech zgadnę. Dla bezpieczeństwa chodziłaś z lekko podwyższonym cukrem…? Tak, i też czułam się źle. Wydawało mi się wtedy, że problemy ze zdrowiem się nawarstwiają. Mimo, że starałam się jeść według zaleceń lekarzy, prócz niewyrównanych cukrów, pojawiły się problemy z układem pokarmowym, nowe łuszczące się plamy na twarzy, swędząca i sucha skóra, stan depresyjny, brak energii i chęci do życia. To wszystko trwało rok. Sandra Kaczmarska W dniu swoich urodzin miałam umówioną wizytę do diabetologa, żeby odebrać wyniki szczegółowych badań. Dostałam „przepiękny” prezent w postaci skierowania do natychmiastowego stawienia się w szpitalu. Co było dalej? Dostałam olśnienia. Napisałam to na blogu: „Do choroby nie powinniśmy się przyzwyczajać. Trzeba najpierw powalczyć i przegonić diabła”. Słowa wypowiedziane na głos stają się prawdą! Moim marzeniem było wyzdrowieć i dawać przykład innym, że się da. Ale marzenia same nie przychodzą. Po marzenia się idzie! Jak „przeganiasz diabła”, gdy spotykasz się ze znajomymi na mieście? Oni jedzą, a ty tylko patrzysz? Cheat day u mnie nie istnieje i mówię to z ręką na sercu. Mimo wszystko – lubię jeść na mieście. Mam swoje ulubione, wypróbowane restauracje z przepysznymi daniami, na które mogę sobie pozwolić, nie narażając się na wysokie cukry. Najbardziej odnajduję się w kuchni izraelskiej i gruzińskiej. Lampka wina wytrawnego do obiadu lub kolacji jest mile widziana (śmiech). Lubię też testować nowe miejsca. Przeglądam menu i sprawdzam, czy mam możliwość wybrania czegoś ciekawego, ale nie wykraczającego poza moją listę produktów dozwolonych. Jeśli nie mam pewności, z czego jest dane danie, dopytuję kelnera/kelnerki. Często pytam o możliwość modyfikacji (np. czy zamiast pieczywa dostanę więcej warzyw). Staram się robić to z uśmiechem na twarzy, żeby nie wypaść na grymaszącą i wredną. Przykład? Kawa z mlekiem roślinnym już w tej chwili jest wszędzie dostępna. Tylko czasem jeszcze zdarza mi się poprosić o karton, żeby sprawdzić skład. Może wydawać się to „upierdliwe”, ale wolę taką wersję niż chodzenie do toalety, żeby móc podać sobie insulinę. Sandra Kaczmarska. Zdjęcie: archiwum prywatne Jak reagują ludzie, gdy robisz sobie zastrzyk w miejscach publicznych? W tej chwili nie podaję insuliny, więc sprawę mam za sobą. Wcześniej zawsze się chowałam, żeby nikt nie widział. Świecenie igłą i kłucie wydawało mi się nie na miejscu. Ludzie mają różną wrażliwość na podobny widok, a ja nie lubię skupiać na sobie wzroku. Wiedzieliby, co robić, gdybyś zasłabła? Czy w ogóle można liczyć na jakąkolwiek pomoc, patrząc na zachowania ludzi w niektórych sytuacjach? Zastanawiam się. Najlepszym ratunkiem jest osoba, która sama ma do czynienia z cukrzycą – sama choruje lub ma kogoś bliskiego z cukrzycą. A trafić na taką osobę w danym momencie to jak wygrana w totolotka. Na lekcjach z pomocy przedmedycznej, w szkole czy na uczelni nie ma bloku poświęconego tematyce niesienia pomocy cukrzykom. A myślę, że byłoby warto. Sytuacja niesienia pomocy nieco się komplikuje po utracie przytomności chorego. Czyli uważasz, że jeszcze nie wszyscy wiedzą, co to jest cukrzyca? Jeszcze nie spotkałam się z osobą, która nie zadawałaby podstawowych pytań typu: Co to jest cukrzyca? Na czym polega ta choroba? A to nie możesz jeść cukru, tak? Już nie wspomnę o wytłumaczeniu różnicy miedzy cukrzycą typu 1 a 2. Czasem pada pytanie: Jak można pomóc? A na widok glukagonu (hormon w zastrzyku – przyp. red.) widzę przerażenie w oczach rozmówcy. Nie wiem, czy bezpiecznie jest żyć nadzieją i liczyć, że ktoś będzie potrafił ci pomóc. Nie będę tego próbować. Zdecydowanie wolę liczyć na siebie. Sandra Kaczmarska Przeraża mnie jednak to, jak bardzo ludzie są nieświadomi tego, co może na nich czekać. Ja czasu nie cofnę. Nie wrócę do pełnego zdrowia. Ale inni są w komfortowej sytuacji. Przy właściwym podejściu mogą je zachować przez długi czas. Sporo od siebie wymagasz. Przed diagnozą wzięłaś udział w wyborach bikini fitness. Myślisz, że to miało wpływ na rozwój cukrzycy? Bardzo często spotykam się z tym pytaniem. Uznaję, że nie ma jednej konkretnej przyczyny. Moja cukrzyca to składowa wielu rzeczy, które się nawarstwiały, były przemilczane, zaniedbane przez wiele, wiele lat. A zawody na pewno nie pomogły. Może był to gwóźdź do trumny… Sandra Kaczmarska. Zdjęcie: archiwum prywatne Tego nie wiem. Nie chcę żałować swoich decyzji z przeszłości, bo każde doświadczenie, czy dobre czy złe, postrzegam jako lekcję. Niczego nie zmieni stukanie się w głowę i pytanie siebie: Po co mi to było? Jestem tu i teraz i zderzam się z rzeczywistością. Co zaniedbałaś? Od dziecka trenowałam intensywnie, miałam też problemy z hormonami. Do tego jestem introwertykiem. W efekcie zaniedbałam sprawę zdrowia. Dostałam nową pracę, przeżywałam stres związany z końcem studiów i z mieszkaniem samej w Warszawie. Codziennie trenowałam, brałam udział w zawodach. Nie spałam, później zaczęły się krwotoki z nosa. Nie dojadałam, co zmieniło się następnie w kompulsywne objadanie. Wszystko w jednym czasie. I trafiło w trzustkę… Przy tylu czynnikach nic dziwnego, że organizm zaczął atakować siebie. Ale jestem dobrej myśli. Tak, jak przez wiele lat stopniowo niszczymy nasz organizm, tak samo cierpliwie musimy poczekać i pozwolić się mu zrehabilitować. Jeszcze kilka lat temu brałaś insulinę w zastrzykach. Udało ci się z niej zrezygnować? Zaczęłam szukać różnych rozwiązań – od terapii psychologicznych po medycynę chińską i akupunkturę. Podchodziłam do sprawy holistycznie. Medytacje, joga, zaczęłam dbać o odpowiednią ilość snu, ograniczyłam ilość treningów i czasu spędzonego na siłowni. Do tego suplementacja witaminami. Gdyby to było takie proste, wiele osób nie brałoby zastrzyków… Zauważałaś efekty? Wszystko miało zbawienny wpływ, ale nie dawało satysfakcjonujących efektów. Na szczęście skończyłam studium podyplomowe z poradnictwa żywieniowego i dietetycznego. Zaczęłam więc wnikliwie przeglądać notatki z dietoterapii przy cukrzycy. Znalazłam tam listę wymienników węglowodanowych, nauczyłam się przeliczania ich na ilość podawanej insuliny. Zastanawiało mnie, co się stanie, jeśli wykluczę z diety węglowodany. Spróbowałam. Szukałam artykułów naukowych oraz metod leczenia cukrzycy typu 1 dietą. Zaczęłam uczyć się siebie od zera, wsłuchiwałam się w swój organizm. Pytałam siebie: Po czym się dobrze czuję? Po czym źle? Po jakich produktach i jakich ilościach mam wzorowe cukry? Zyskałam lepsze samopoczucie, więcej energii do życia. To twoje nowatorskie podejście do cukrzycy typu 1? Nie jestem jedyna. Znalazłam osoby z chorobami autoimmunologicznymi, które w podobny sposób dążą do tego co ja. Oni motywują mnie, ja mogę więc motywować innych. Mija 1,5 roku od kiedy reguluję swoje zdrowie odpowiednim żywieniem. Znam już siebie na pamięć, chyba, że próbuję nowych rzeczy. Widzisz skutki uboczne? Nie. Za to wyniki badań się poprawiają. Badania naukowe mówią, że nie ma możliwości wyleczenia chorób autoimmunologicznych: cukrzycy typu 1, łuszczycy, Hashimoto, stwardnienia rozsianego, itp. Przeraża mnie to, kiedy lekarz mówi, że powinnam wrócić do domu, wypłakać się i zrozumieć, że jestem chora do końca życia, a swoimi działaniami doprowadzę się do kalectwa. Ale ja po prostu wiem, że się uda. Zobacz także Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem. Ty nie przywiązujesz do tego wagi, ale dla Twojego partnera pewne kwestie mają szczególne znaczenie. To, w jaki sposób postrzegają nas mężczyźni, chyba nigdy nie przestanie nas zaskakiwać. Okazuje się bowiem, że panowie bacznie obserwują swoje partnerki i zwracają uwagę na miliony pozornie błahych szczegółów. Co więcej – część z tych rzeczy ma dla nich ogromne znaczenie i może zaważyć nawet na dalszym „być albo nie być” waszego związku! O czym mowa dokładnie? Przekonajcie się... 1. Twój uśmiech Szczery uśmiech na twarzy jest czymś, co panowie uwielbiają oglądać u swoich kobiet. Spotykanie się z dziewczyną, która ma świetne poczucie humoru, a przy tym jest na tyle zdystansowana, by śmiać się z siebie, jest więc dla facetów jak wygrana w totolotka. Jeśli uśmiech każdego dnia będzie gościł na twojej twarzy, twój ukochany będzie gotowy być z tobą na dobre i na złe. 6. Twój śmiech Nie tylko promienny uśmiech na twarzy dziewczyny jest ważny dla facetów. Równie mocno liczy się jej spontaniczny śmiech. Faceci często chcą zaimponować ukochanej swoimi żartami i poczuciem humoru, dlatego żywa reakcja z jej strony jest dla nich na wagę złota. Kwaśna mina i krytyczny komentarz odniosą przeciwny skutek – mężczyzna ucieknie od takiej partnerki jak najszybciej. 2. Szacunek Mężczyźni mają bzika na punkcie szacunku. Chcą być szanowani zarówno w pracy, jak i w swoim związku. Nie myl tego jednak z posłuszeństwem, czy poddaństwem. Chodzi najzwyczajniej w świecie o umiejętność słuchania tego, co facet ma do powiedzenia na różne tematy. Wyśmiewanie jego przekonań czy poglądów jest absolutnie nie na miejscu! 3. Komplementy Choć facetom wstyd się do tego przyznać, uwielbiają być komplementowani. Jeśli będziesz regularnie doceniać jego sukcesy w pracy oraz jego wygląd, tym chętniej będzie się przed tobą otwierał i… spełniał twoje prośby. Zalicza się do nich również sprzątanie mieszkania, wynoszenie śmieci czy… zadowalanie cię w sypialni! 4. Potrzeba bycia… potrzebnym Żaden facet nie lubi się czuć zbędny w związku, więc podkreślanie na każdym kroku, że jesteś samowystarczalną Zosią samosią, nie będzie dobrym posunięciem. Zamiast tego dawaj facetowi do zrozumienia, że on jest ci potrzebny. Twój partner wychwyci nawet najdrobniejsze „dziękuję”, które skierujesz w jego stronę. I bardzo, ale to bardzo połechce to jego dumę! 5. Czas na zastanowienie się Faceci nie lubią być ponaglani, zwłaszcza gdy chodzi o podjęcie ważnych, życiowych decyzji. Oni – w przeciwieństwie do nas – potrzebują czasu zarówno wtedy, gdy trzeba wybrać w kinie konkretny film, jak i wtedy, gdy przychodzi do oświadczyn. Nie ponaglaj więc swojego mężczyzny, ani nie naciskaj go na ślub lub dziecko. Im więcej dasz mu swobody, tym szybciej usłyszysz z jego ust upragnioną deklarację. 7. Twój wygląd Mężczyźni są wzrokowcami i nie przestają zwracać uwagi na wygląd swojej kobiety nawet po kilku latach związku. Każde dodatkowe kilogramy, nieogolone nogi czy powiększający się odrost na głowie wychwycą zatem natychmiast. Jedni to skomentują, inni nie, ale bądź pewna – to, jak się prezentujesz, nie jest facetowi obojętne. Z tego względu staraj się zawsze wyglądać jak najlepiej. Twojego partnera zmotywuje to również do dbania o siebie, więc korzyść będzie podwójna! Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia Długo myślałam nad tym, na co zwrócić szczególną uwagę w edukacji domowej i chętnie podzielę się moimi przemyśleniami. Oto one: 1) Starać się przede wszystkim o jedność małżeńską. Po latach dopiero widzę, że to powinien być priorytet: troska o małżeństwo, stawianie męża/żony na pierwszym ( po Bogu) miejscu, dążenie do tego, by być „ jednego serca i jednego ducha”. Ostatnio rozmawiałam na ten temat ze znajomą ze wspólnoty. Powiedziała coś, co mnie poruszyło. Otóż ona jest osobą bardzo wierzącą, zaangażowaną w dzieło nowej ewangelizacji, jej mąż z kolei trzyma się z dala od Kościoła. Starali się jednak zawsze o jedność, zwłaszcza gdy dotyczyło to wychowania dziecka. Potrafili przesiedzieć trzy godziny w wannie ?, by rozmawiać i wypracować wspólne stanowisko, którego potem oboje trzymali się z żelazną konsekwencją. Ich córka jest już dorosła, a oni nie mieli z nią większych kłopotów. Często, niestety, popełniamy błąd, że wszystko kręci się dookoła dzieci, co w efekcie nie przynosi nikomu dobrych owoców. 2) Ufać swoim umiejętnościom i intuicji. Czasem wydaje nam się, że edukacja domowa to coś, czemu absolutnie nie potrafimy sprostać. Tymczasem to, co mamy do zrobienia w pierwszych latach nauki (bo wtedy nasza rola jest najistotniejsza), nie przekracza naszych możliwości. Pisać, liczyć, czytać umiemy, podstawową wiedzę o świecie mamy. A tak naprawdę w tym czasie dzieci po prostu potrzebują naszej obecności i troski. Nie dajmy się zwariować, że do wszystkiego niezbędni są fachowcy i profesjonaliści! Bardzo lubię słowa abp Majdańskiego: „Rodzice, miejcie odwagę samodzielnie wychowywać swoje dzieci. To wy jesteście tu kompetentni, a nie „profesjonaliści” od muzyki, plastyki itp. To dobrze, że czujecie się amatorami. Bo amator pochodzi od słowa amo, czyli kocham. Profesjonalista nie kocha waszych dzieci”. 3) Rozwijać to, co się niemodnie nazywa „cnotami”: pilność, pracowitość, opanowanie itd. Kształcenie powinno mieć charakter wychowujący – pokazuję to w moje książce na przykładzie rodzin chociażby Marty, Beaty, Ewy czy Oli. Kaligrafia na przykład pomaga w ćwiczeniu charakteru, uczy skupienia, szacunku do słowa pisanego. Jest coraz więcej osób prowadzących specjalne kursy kaligrafii. W dobie Internetu nie rezygnujmy z tekstów pisanych odręcznie. Noszą w sobie znamiona trwałości! Do dziś mam swoje zeszyty z I-ej klasy, listy do mamy pisywane z tzw. kolonii, pamiętniki. Nasze dzieci bardzo lubiły je przeglądać. 4) Dużo czytać! Wybierać wartościowe książki, pisane ładnym językiem, z pięknymi ilustracjami. Naturalnym pożywieniem dla dzieci są arcydzieła, które pomagają zrozumieć świat, kształtować język i wyobraźnię. Dzieci ED rzeczywiście chłoną książki: mają więcej czasu, więcej zewnętrznej „nudy”, mniej telewizora i komputera. 5) Dać dzieciom dużo wolnego czasu, żeby mogły odkrywać swoje zainteresowania. W środowisku, w którym są książki, bloki rysunkowe, plastelina, kredki itp., dzieci znajdą sobie zajęcie. Sami się zdziwimy, co potrafią wymyślić! Kiedy nasi byli mali (7 i 5 lat), przyniosłam z biblioteki książkę „Bohaterowie historii Polski” . Nie wiedziałam, że zainicjuję w ten sposób wielkie zafascynowanie historią. Zarówno syn jak i córka uczyli się na pamięć pocztu królów Polski, znali genealogie i koneksje rodzinne. Z kolei duże ilości plasteliny służyły synowi do lepienia setek samolocików, które potem wykorzystywał w swoich zabawach historycznych o wojnach na Pacyfiku. 6) Modlić się o poczucie humoru, bo ono tak naprawdę pozwala na dystans do siebie, swojej rodziny i całej naszej edukacyjnej „działalności”. Nie wszystko się uda, nie wszystko wyjdzie idealnie, ale też nie wszystko od nas zależy. Zwracanie uwagi dorosłym ludziom to temat wzbudzający pewne kontrowersje. Pojawia się zwykle przy okazji dyskusji na temat zachowania ludzi w miejscach publicznych, np. w komunikacji miejskiej. Zawsze trafia się rozmówca, który twierdzi, że on by zwrócił lub że już zwrócił uwagę innemu pasażerowi, że zachowuje się niekulturalnie. Dziś zatem o zwracaniu uwagi w świetle zasad savoir-vivre. Jedną z ważnych zasad, jakimi warto się w życiu kierować, jest wyrozumiałość. Chodzi o to, by być wyrozumiałym dla innych ludzi, jeśli zrobią coś nieumyślnie, a my o tym wiemy. Kierując się tą zasadą nie zwracamy uwagi innym osobom na popełnione przez nich wpadki czy gafy. Nie komentujemy, nie pouczamy. Takie pouczanie jest zachowaniem niegrzecznym, ponadto może wzbudzić w rozmówcy poczucie winy i wstyd, a to na pewno nie poprawi atmosfery. Nie oznacza to jednak, że absolutnie nigdy nie należy zwracać nikomu uwagi. Czasem jest to jak najbardziej wskazane i potrzebne. Przedstawię zatem kilka sytuacji, w których zdecydowanie powinniśmy reagować. Obrażanie innych Jeśli w naszej obecności ktoś kogoś obraża i zachowuje się wulgarnie, nie udawajmy, że tego nie widzimy. Osoba obrażana może nie być na tyle asertywna, a ponadto obrażanie słowne może przerodzić się w fizyczną przemoc. Nie wahajmy się wówczas zareagować. Wyrozumiali bądźmy dla wpadek popełnianych nieumyślnie, ale nie dla chamskiego zachowania wobec drugiego człowieka. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy jestem świadkiem sceny, kiedy ktoś kogoś lży czy obraża, a ja się temu przypatruję. Gdy czyjeś zachowanie jest uciążliwe dla innych To bardzo pojemna kategoria zdarzeń, ale jest ich jednak sporo. Przemilczamy drobne wpadki, ale jak tu milczeć, kiedy na przykład ktoś zaczyna palić przy nas w miejscu z zakazem palenia, albo rozpoczyna konwersację telefoniczną podczas kinowego seansu. Możliwe, że wpadka jest nieumyślna, czyli nie powinniśmy nic mówić, ale z drugiej strony czyjeś zachowanie wywiera wpływ na samopoczucie, a nawet zdrowie innych osób (jak w przypadku palenia papierosów w miejscu z zakazem). Wtedy należy uprzejmie (mimo wszystko) przypomnieć, że tu nie wolno palić, a w kinie poprosić o ciszę. Bez pouczania “ale pan jest niewychowany, że rozmawia pan w kinie”. Jeśli to nie odnosi skutku, należy zwrócić się do obsługi, która ma wówczas prawo do wyproszenia tej osoby. Zawsze w miarę możliwości lepiej przypomnieć o istnieniu jakiejś zasady (np. że tu jest zakaz palenia) niż używać argumentów ad personam (“ale pan chamski”). Gdy sprawa dotyczy kogoś, kogo znamy Czasem zdarza się, że wykroczeń przeciw dobrym manierom dopuszcza się ktoś, kogo znamy: kolega, współpracownik czy przyjaciółka. Czy należy wtedy zwracać uwagę? Jeśli to są drobnostki (np. życzenie smacznego w trakcie jedzenia czy brak “dziękuję”), całkowicie przemilczamy sprawę, bo to są faux-pas popełniane nieumyślnie i przede wszystkim nie wpływają na niczyje życie. Ale czasem bywa sytuacja trudna, a poświęcę jej troszkę uwagi, bo niestety występuje bardzo często. Co zrobić, kiedy na przykład koleżanka czy współpracownica nie dba o higienę osobistą i przebywanie w jej pobliżu jest delikatnie mówiąc przykrym doświadczeniem? Czy to w ogóle da się jakoś sensownie rozwiązać bez zranienia tej osoby? To chyba najtrudniejsza sytuacja. Bo zwracając uwagę temu komuś, naruszamy pewne tabu i osobistą przestrzeń. Czasem współpracownicy próbują działać stosując aluzje, kupując w prezencie dezodoranty czy mydła, rzucając w przestrzeń “ale śmierdzi”. Niestety – to najczęściej nie działa. Co więc robić? Nie ma idealnego wyjścia z tej sytuacji. Nic nie robić oznacza godzić się z naprawdę dużym dyskomfortem przez kilka godzin dziennie. Zwracać przy wszystkich uwagę – koszmar dla tej osoby, kompromitacja i wstyd. A też nie o to nam chodzi, by kogoś pogrążyć. Najlepiej (tak myślę), żeby jedna osoba – najlepiej taka, która ma najbardziej pozytywne relacje z delikwentem – porozmawiała z nim w cztery oczy. Niestety możliwe, że koleżanka lub kolega się obrazi i poczuje dotknięty. Niemniej, spróbujmy zakomunikować to możliwie delikatnie. Można złagodzić nieco przytaczając jakąś anegdotę na swój temat. Zwracanie uwagi komukolwiek zawsze powinno być jednak ostatecznością. Nie róbmy tego bez potrzeby, a przede wszystkim – w mało znaczących, drobnych sprawach. Wyrozumiałość przede wszystkim :)

na co najpierw zwracasz uwagę kiedy spotykasz nową osobę